niedziela, 5 kwietnia 2015

Rozdział 8/Opowiadania Madzi

"Życie jest złe - tak, to jest najlepsze określenie na to, co się teraz dzieje. Na nic już nie mam siły. Zupełnie na nic. Najchętniej, to sama bym odłączyła te durne kable i umarła. Powoli do mnie dotarło. że wszystko nie ma sensu. Zupełnie nic."
Jedynie te myśli docierały do mnie w jakikolwiek sposób. Co się stało, że tak zaczęłam postrzegać świat? Zmieniłam się? Jak? Masa pytań zaczęła mi krążyć po głowie. Zupełnie nie wiem, jakim cudem bądź sposobem słyszałam wszystko, czułam, rozumiałam, ale wiem jedno - nie mogę się poddać. Muszę sobie poradzić. Tylko... jak? Sama nie wiem. Czułam pustkę właśnie wtedy, kiedy nie było to potrzebne. Koszmar. Wtem wszedł lekarz i powiedział do którejś tam z pielęgniarek:
- Bierzemy Magdę na operację. Znalazł się dawca serca!
Na serio? Ale super! Wreszcie jest dobre rozwiązanie całej sytuacji! Zaraz, zaraz... a jeśli tej operacji nie przeżyję? Nie, tak się może stać. Nie może! Po prostu nie może!
<Miesiąc później>
Oczywiście miałam bardzo dużo zaległości. Zwłaszcza z matematyki i chemii.  Z matematyką jako tako sobie poradzę, gorzej z chemią. Nigdy jej nie lubiłam, nie lubię i nie będę lubić. Tak samo z jej zrozumieniem. Z lekcji wf-u jestem zwolniona do końca roku. Czyli na około 10 miesięcy. Jakoś nie bardzo mi to pasuje. Nie przeszkadza mi, jak odrobinę użyję wysiłku. Cóż... tak wyszło.
Siedziałam na chemii z William'em. Od czasu do czasu patrzyłam, co robi. Nic. Zupełnie nic nie robi. Ja staram się cokolwiek zrozumieć, jednak nauczycielka tak tłumaczy, że chyba nikt nie rozumie, o co jej chodzi. Kiedy patrzę na tablicę pełną wzorów i jakiś pojęć, mam ochotę strzelić sobie kulką w głowę. Jak to ja - w ogóle ich nie piszę. Na co mi się to przyda, skoro zupełnie nie wiem, o czym mowa? No właśnie - w ogóle to nie ma sensu.

Lekcja mijała bardzo długo. Zegar jakby specjalnie długo odliczał kolejne minuty. Patrzyłam na chłopaka, co robi. Zauważyłam, że prawie cały czas patrzył się w stronę czarnowłosej dziewczyny siedzącej w środkowym rzędzie. W ogóle nie zwracała na niego uwagi. Ciekawe, czy to dobrze, czy źle. Nie będę kłamać - zakochałam się w William'ie. Co prawda nie znam go za specjalnie długo, jednak wiem, że to jedyna miłość życia. Tylko czy on odwzajemnia moje uczucie? Zakładając, że tak to mam się "narzucić" i pierwsza o tym powiedzieć? Nie. Może lepiej nie. Przynajmniej na razie.

Po chemii  kolejną lekcją jest wf. Fajnie - po raz kolejny będę się nudzić. Jakbym mogła chociaż być w pokoju, czy bibliotece, ale nie, bo Jim'owi to nie pasuje! I tak nic nie robię na lekcjach, więc po co tam siedzę? "Bo taka wola nauczyciela" - już niech mu będzie.
Trochę zła idę w stronę sali gimnastycznej.  W chwilę później wpadam na zezłoszczonego Wiliama. Patrzył się w ziemię nie zwracając uwagi na nic. Jakby już nic go nie obchodziło. Jakby utracił sens swojego życia. Miał łzy w oczach i rumieńce na policzkach. Nawet ja znałam go na tyle długo, aby wiedzieć że stało się coś złego.
-Will? - zaczepiłam go ostrożnie odsuwając się nieco - Wszystko gra? - cała moja złość ustąpiła. Teraz zachodziłam w głowę co mogło się stać że był tak bardzo przybity.
-Tak, wszystko w porządku, nie widać?! - burknął siadając na ławce i kryjąc twarz w dłoniach. Usiadłam obok niego. Jim będzie musiał chwilę na mnie zaczekać. Teraz mam na głowie coś ważniejszego. Muszę dowiedzieć się, co się stało Willowi.
-Powiesz co się stało? Czy mam się zastanawiać? - Chłopak odsłonił oczy i popatrzył na mnie ze złością.
-A co cię to interesuje? - spojrzałam na niego jak na idiotę.
-A robi ci jakiś problem to że chcę pomóc?! - powiedziałam trochę zła tym, jak się zachowuje. Dobrze wie, że zawsze może na mnie liczyć. Spojrzał ze smutkiem w sufit. Łzy z oczu nagle zniknęły, ale smutek w nich pozostał. Zrozumiałam o co chodzi. Yumi go olała. Pewnie dlatego jest smutny.
-Nie, ale mam dziwne wrażenie że nie powinnaś się interesować nie swoimi sprawami. Po co zaczęliśmy rozmowę. Prowadzi ona do nikąd. - po tych słowach poszedł kilka kroków dalej. Ja natomiast siedząc na murku, mówię:
- Dokładnie wiem, co czujesz. Mam dokładnie to samo. - po moim stwierdzeniu William odwrócił się i spytał:
- Ale co czujesz?
- Złamane serce. Boli jak diabli. Nie musisz mówić, o co chodzi, bo już zrozumiałam. - odpowiedziałam, po czym William ponownie przy mnie usiadł. Chwilę później przytuliłam się do niego. Tak dawno nie miałam okazji kogoś przytulić.  Zauważyłam, jak chłopak także się do mnie przybliżył. Wtuliłam się w niego mocniej.
- Wybacz, że na Ciebie wcześniej nakrzyczałem, ale...
- Nic się nie stało. - przerywam mu, cały czas przytulając się do niego. Siedzieliśmy tak z dziesięć minut. - Już Ci lepiej? - zapytałam.
- Tak. Dzięki wielkie, Madziu. - odpowiedział. Powiedział do mnie "Madziu". W tej chwili chciałam się rozpłakać ze szczęścia. Pierwszy raz ktoś od dłuższego czasu ktoś tak do mnie powiedział. Bardzo mnie to ucieszyło. Wtem usłyszałam dźwięk gwizdka. Dokładnie takiego samego, jaki ma Jim.
- O kurczę. - stwierdził William. - Może lepiej już chodźmy, zanim nas złapie. - dodał, a ja przytaknęłam głową. Następnie szybko poszliśmy na boisko, unikając zarówno Jima, jak i podejrzanych osób. Kilka minut później byliśmy na boisku. Jim spojrzał na nas zaskoczony i zapytał:
- A gdzie się podziewaliście?
- Kiedy myśmy byli cały czas, tylko nas pan nie zauważył. - powiedziałam pierwszą wymówkę, jaka mi przyszła do głowy. Przez chwilę Jim nie uwierzył w to, co mówiłam, jednak po chwili stwierdził:
- Możliwe. - następnie poszedł w przeciwną stronę. Spojrzałam na Williama, a on na mnie. Sekundę później zaczęliśmy się śmiać z głupoty naszego wuefisty...
----------------------------------------------------------------
Witam serdecznie po tak długiej nieobecności! ;D
Pamiętaliście o nas? Przyznaję, że nie miałam zbytnio czas, żeby coś napisać. Teraz nadrabiamy. Wesołych Świąt! ;)
~Madzialena

1 komentarz:

  1. Nominowałam Cię do Liebster Award! Więcej:http://dalszelosywojownikowlyoko.blogspot.com/2015/05/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń